„Skra” na sportowej mapie Warszawy

Były to czasy przełomowe: zakończyła się wojna światowa, która dała Polsce wolność, ale ludziom pracy nędzę. Rewolucyjne nastroje, stonowane niedawnym najazdem bolszewickim, nie wygasły. PPS – najważniejsza siła krajowej lewicy, szukała nowych form pracy dla dobra zwyczajnego człowieka.

Jednym z działaczy warszawskiej organizacji PPS był student medycyny Jerzy Michałowicz, wychowany na warszawskiej Woli. Było charakterystycznym dla tamtych czasów, że lekarz nie ograniczał się do badania pacjentów i zapisywania pigułek. Ówcześni lekarze, wzorem XIX- wiecznych pozytywistów, starali się dociec przyczyn zła, indywidualnego i społecznego, które powoduje chorobę. Michałowicz nie interesował się karierą polityczną, nie fascynowało go organizowanie strajków, demonstracji czy wieców. Uznał, że sport amatorski może skutecznie pomóc robotnikom i ich rodzinom wybić się na wyższy poziom życia. Teorie w tej sprawie były gotowe: Kongres PPS w maju 1920 roku uchwalił, że partia ta powinna krzewić wśród młodzieży robotniczej i studenckiej kulturę fizyczną. Podobnie zresztą plany realizowały wszystkie liczące się partie europejskie, zwłaszcza te niekomunistycznej lewicy. Od uchwały do działania droga była daleka. Ale w tamtych trudnych czasach, przy których perturbacje gospodarcze XXI wieku są igraszką, istniało źródło solidnego kapitału: entuzjazm społeczny!

Nowy klub sportowy pod patronatem warszawskiej PPS powołano 17 grudnia 1921, przewodniczącym został Szczepan Piotrowski, w Zarządzie od początku był Jerzy Michałowicz. Poza nimi, wśród założycieli byli: Ludwik Zantmam – urzędnik, Henryk Sztompka – pianista, Hanna Jabłońska – Studentka PW, Aleksander Herman – majster budowlany i inni. Ponieważ założyciele byli robotnikami i studentami, ktoś zaproponował akronim; SKRA – Sportowy Klub Robotniczo – Akademicki.

Już w następnym roku rozpoczęły się treningi sekcji: pięściarskiej, piłki nożnej i szermierki.

Zastanawia obecność tej ostatniej dyscypliny w pionierskim czasie Klubu. Był to wynik zakończonej rok wcześniej wojny z bolszewikami, w której walczyli praktycznie wszyscy warszawscy młodzi mężczyźni. W tej kampanii wyszkolenie w walce na białą broń odgrywało tak samo ważną rolę jak ćwiczenia strzeleckie, zaś w kawalerii władanie szablą miało znaczenie podstawowe. Umiejętność tę miło było rozwijać już w czasie pokoju.

Jednak, podobnie jak dziś, w tamtych latach chłopaki uwielbiali kopać piłkę! Toteż sekcja futbolu była w klubie „Skra” od początku najsilniejsza i po forsownych treningach na jednym z podwórek przy Al. Jerozolimskich (oczywiście bez murawy), odbyła szereg meczów, w tym z drużyną Warszawianki. Wkrótce też zaczęły się treningi na prawdziwym boisku – Agrykoli. Prowizorka nie mogła trwać długo: Zarząd Klubu poprosił o pomoc radnych Warszawy i w rezultacie w 1923 roku Rada Miejska przeznaczyła na budowę stadionu RKS „Skra” teren na Woli, który został oddany w użytkowanie Klubu. Ponadto samorząd miejski przyznał dotację 20 000 000 marek na budowę tamże stadionu.

Suma ta wydawała się ogromną, lecz należy pamiętać, że był to okres hiperinflacji i codziennego spadku kursu i siły nabywczej marki polskiej.

Tygodnik „Wychowanie Sportowe i Wojskowe” (późniejszy „Stadion”) w nr 3 z 1 IV 1923 roku podaje, że RKS „SKRA” liczyła wtedy 240 członków, w tym 87 czynnych sportowo. Majątek stanowił sprzęt sportowy wartości około 2 mln marek. Subwencja miejska przewyższała więc dziesięciokrotnie bardzo skromne aktywa klubu.

Od jesieni 1923 roku „Skra” zaczęła być coraz popularniejsza i znana w Warszawie.

Plac przy ulicy Okopowej, zwany przez miejscowych „placem nędzy”, był nieużytkiem porośniętym krzakami, wśród których towarzystwo spod ciemnej gwiazdy urządzało spotkania przy wódce, schadzki par, bójki dzieciarni… Gdy członkowie „Skry” zaczęli grodzenie i porządkowanie placu (oczywiście robili to społecznie) to miejscowi chuligani ostro protestowali: były wyzwiska, groźby, dochodziło do bójek.

Po jakimś czasie jednak konflikt ustał, zaś część łobuzerii wstąpiła do Klubu i starała się wyżyć na bieżni i boisku.

Hiperinflacja na przełomie lat 1923/1924 spowodowała, że część dotacji otrzymanej od miasta, którą Klub nie zdążył wydatkować na budowę, straciła wszelką wartość. Ale dzięki składkom członkowskim, pożyczce i pracy społecznej członków „Skry”, postawiono dwa budynki wykorzystując do tego materiały budowlane z rozbiórki carskich baraków wojskowych. Stadion „Skry” otwarto 14 września 1924 roku, jednocześnie trwała budowa szatni z prysznicami oraz budynku klubowego.

Uroczystość otwarcia stadionu uświetnił mecz jej drużyny piłki nożnej z mistrzem Łodzi – RTS WIDZEW.

Zwycięstwo przypadło Widzewiakom: 8:0. Faktem jest, że piłkarze – Skrzacy mało trenowali przed meczem, gdyż wykonywali pilne prace ziemne i budowlane…

Na otwarciu obecny był prezes PKOl – książę Stefan Lubomirski, senator PPS Bolesław Limanowski, prezydent Warszawy Władysław Jabłoński, prezes Związku Związków Sportowych Bronisław Kowalewski, prezesi WKS LEGIA i KS POLONIA, działacze i zawodnicy wszystkich warszawskich klubów sportowych, szefowie WO ZPN oraz liczna publiczność.

Nazajutrz „Kurier Warszawski” pisał : Jeden z najmłodszych klubów sportowych Warszawy „Skra” dokonał otwarcia własnego boiska na terenie przyznanym swego czasu przez zarząd miasta. Wprawdzie na razie mieści się tam jedno boisko do piłki nożnej, od biedy uprawiać tam będzie można niektóre działy lekkiej atletyki, lecz nie wątpimy ani na chwilę, że jest to tylko pierwszy najważniejszy etap pracy, za którym pójdą inne, a więc i budowa trybun, bieżni, kortów tenisowych itp.

Na specjalne podkreślenie w tem wszystkiem, zasługuje to, że lwia część prac nad niwelacją, splantowaniem oraz ogrodzeniem (na razie drutem kolczastym) terenu wykonane było przez samych członków Klubu pod kierunkiem niezmordowanego prezesa p. Szczepana Piotrowskiego. (…) Czyn RKS „Skra” winien być przykładem dla innych towarzystw sportowych, aby przystąpiły od razu do pracy nie czekając na wypadki, któreby im oddały gotowe boisko do dyspozycji.

Jesienią 1924 roku na „Skrze” każdej niedzieli rozgrywano mecze futbolowe między warszawskimi drużynami, z których najwięcej publiki przyciągnęły zmagania drużyny „Skry” z „Warszawianką” rozegrane 30 listopada. Zdjęcie z sytuacji pod bramką gospodarzy zdobi okładkę „Przeglądu Sportowego” 11 grudnia tamtego roku.

W przeciągu trzech kolejnych lat, przy udziale pracy wielu działaczy i członków, przy ich bezpośrednim wkładzie w budowę i organizację klubu, „Skra” osiągnęła zamierzone kształty.

Posiadanie własnego boiska, domu klubowego, ośmiu dobrze prosperujących sekcji, ulokowało klub na poziomie europejskim, zapewniając tym samym maksimum wygód i udogodnień swym członkom. Tak opisał tamte czasy prezes Klubu Szczepan Piotrowski:

Klub stworzył nowy, piękny warsztat pracy. Jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać jeden za drugim kluby sportowe w okolicy. Boisko zapełniło się gwarnym, ruchliwym tłumem młodzieży. Klub, zdany na łaskę losu, sam musiał zdobywać pieniądze na budowę. Sam znaleźć pieniądze na dozorcę, na wychowawców itp. Rok w rok organizował półkolonie dla dzieci. 1500-1800 dzieci dzień w dzień korzystało za darmo z tych półkolonii. Każde dziecko jeść dostawało.

300 osób dziennie przewijało się przez boisko i domek w godzinach popołudniowych, ćwicząc wszelkie gałęzie sportu. Zimą każdy mógł za darmo korzystać ze ślizgawki. Wszystkie szkoły okoliczne powszechne i średnie na boisku „Nędza” ćwiczyły swych uczniów. Ochronki i przedszkola także swe dzieci na zabawy prowadzały. Ale za to męty nie miały gdzie dzielić się łupami, a nierząd musiał schodzić do domów. Knajpiarz pobliski zaproponował zarządowi klubu, że będzie płacił na klub 200 zł miesięcznie za to tylko, żeby pozwolić na boisku robić ,majówki”. Wpuścić każdego w soboty, aby — jak mówił knajpiarz — zaczerpnąć świeżego powietrza”.

c.d.n.

Paweł A. Fijałkowski

 

 

w górę